w

Tylko krew była prawdziwa | NewsBook


Dla Doroty K. życie to scena. Nawet, gdy zabiła męża, krzyknęła teatralnie: – Teraz skończę ze sobą! I odmówiła leku na uspokojenie, bo mógłby jej zaszkodzić. Teraz przedstawia się, jako ofiara przemocy domowej.

Środek nocy 29 stycznia 2008 roku. W willi Doroty i Leszka K. pod Bydgoszczą palą się jeszcze światła w salonie i w piwnicy, urządzonej w stylu klubowym. Na piętrze, gdzie są sypialnie 15-letniej Zofii i 10-letniego Wojtka – ciemno. Dzieci śpią.

W pewnej chwili dziewczynkę budzi odgłos wystrzału. Pędzi do salonu, widzi ojca na kanapie z raną postrzałową w głowie. Jest nieprzytomny. Dorota K. nie ma, słychać jej krzyk z piwnicy: zabiję się! Zosia tam wbiega, wyrywa matce pistolet. Gdy przyjeżdża pogotowie, dziewczynka wyznaje: – To ja zabiłam.

Jej matka zdobywa się tylko na uwagę: – Przecież ona nie umie strzelać.

Kobieta sprawia wrażenie panującej nad sytuacją. Gdy lekarz stwierdza zgon Jana L., odmawia przyjęcia leku uspokajającego, bo może jej zaszkodzić, wszak piła alkohol. Żadnej rozpaczy.

Kobieta nieobliczalna

Dwanaście lat wcześniej 20-letnia Dorota rozbiła małżeństwo Leszka K. Pewnego dnia stanęła w progu ich mieszkania, aby powiadomić panią domu, że sypia z jej mężem. Ówczesna żona K. akurat wyjeżdżała na pogrzeb swego ojca. Gdy po trzech dniach wróciła, drzwi otworzyła jej Dorota: – Teraz ja tu mieszkam – oznajmiła.

Gdyby Leszek K. zastanawiał się dłużej nad zachowaniem nowej partnerki, może odwróciłby swój tragiczny los. Bo od samego początku zdradzała skłonność do teatralnych demonstracji. Podwładny pana K. pamięta scenę, jaką Dorota, jeszcze nie żona, urządziła szefowi w biurze. Akurat trwały negocjacje z klientem, gdy ta kobieta wtargnęła do gabinetu wyzywając narzeczonego od ch… jeb… Bo ponoć ją zdradził. Co okazało się nieprawdą. K. – menedżer niezwykle sprawny w pomnażaniu majątku (7 milionów na koncie) – nie zdołał wydusić z siebie ani słowa.

Ostrzeżenie zostało zlekceważone, wkrótce para wzięła ślub. Panna młoda weszła do bardzo bogatej rodziny, od której natychmiast chciała odciąć małżonka. Mimo, że nie pracowała zawodowo, miała do dyspozycji dwie gosposie.

Jan okazał się pantoflarzem. Regularnie o godzinie 17.00 zamykał biuro i wracał w domowe pielesze. Żadnego wstępowania na drinka. Według zgodnej opinii wszystkich, którzy go znali, w ogóle nie używał alkoholu. Wolny czas spędzał na zabawie z dziećmi, bądź pielęgnowaniu ogrodu. Miał jedno hobby – zloty harlejowców. Młodsza o 10 lat żona też to lubiła. Ładnie wyglądali na motocyklu, gdy tak się czule obejmowali. A jednak przyjaciele domu dostrzegali coraz głębsze rysy na małżeńskim monolicie.

Po tragicznej śmierci Leszka zeznawali na ten temat w sądzie.

Świadek Zygmunt A.: – Widziałem, jak podczas zjazdu harlejowców Dorota urządziła Janowi histeryczną scenę, że już jej nie kocha. Choć naprawdę nie miał nic na sumieniu; to ona godzinę wcześniej za budynkiem obejmowała się z pewnym Rosjaninem. Leszek ją na tym przyłapał i dlatego Dorota, chcąc ubiec wymówki, wymyśliła ten teatr.

A jak zachował się potulny mąż? Przeprosił towarzystwo, że muszą już wracać i odjechali.

Potem ona zadzwoniła do mojej żony – zeznał świadek A. – że Jasiu tylko dzięki córce żyje. Chciała go przebić szablą, ale Zosia jej przeszkodziła.

Chimeryczna, nieprzewidywalna. – znajomi małżeństwa K. mieli na temat Doroty ustaloną opinię. Małgorzata S. wspominała taką sytuację: – W mroźny grudniowy wieczór gościła z mężem na kolacji u państwa K. Było bardzo miło. Wrócili do domu, położyli się spać. Po pół godzinie dzwonek do drzwi. To Dorota z dziećmi tylko w piżamach, z bosymi nogami prosi płacząc o nocleg. O tym, co się stało, powie rano.

Ale, gdy nazajutrz gospodarze weszli do pokoju gościnnego, nikogo już tam nie było. Kobieta cichcem wróciła z dziećmi do domu.

Może raczej nieodpowiedzialna. Bo o pieniądzach myślała bardzo trzeźwo. Długo suszyła głowę mężowi, aby wciągnął ją do zarządu spółki, w której był prezesem. Gdy akcjonariusze nie wyrazili zgody, wymogła sporządzenie umowy notarialnej o częściowym podziale majątku. Dostała cztery nieruchomości.

Za tę cenę on zyskał kilka miesięcy spokoju. Ale w marcu 2004 roku, gdy był w pracy, nagle zabrała dzieci i wyjechała nie podając dokąd. Z garażu zniknął samochód prezesa wart 100 tysięcy złotych, a z konta 200 tysięcy. Dorota K. poinformowała wspólnych znajomych, że mąż wyrzucił ją z dziećmi na bruk. Gdy do Leszka K. dotarły te informacje, rozpłakał się.

Zarzucała pedofilię

Mąż wynajął detektywów. Wyśledzili, że żona uciekła do mężczyzny, który równocześnie spotykał się z dwiema innymi kobietami, każdą wykorzystując materialnie. To ostudziło Dorote K. na tyle, że przeprowadziła się do swej matki. Przez dwa miesiące Leszek wystawał pod drzwiami teściowej, żebrząc o wpuszczenie go do środka. Odpowiedź obu kobiet brzmiała: nie. W końcu udało mu się zabrać syna ze szkoły i na jego prośbę zawieźć do własnego domu.

Wkrótce dostał zawiadomienie o wniesieniu przez małżonkę sprawy o powierzenie jej opieki na synem i ograniczenie władzy rodzicielskiej ojca. Jest bowiem pedofilem: najpierw wykorzystywał seksualnie córkę, a obecnie syna.

Sprawa czekała na wokandę, a tymczasem w listopadzie 2004 roku zawiozła Wojtka na leczenie do szpitala psychiatrycznego, bo chłopiec rzekomo ma z powodu ojca myśli samobójcze. Lekarze nie potwierdzili. Wtedy kobieta zgłosiła się z dziećmi do schroniska dla ofiar przemocy domowej.

skazana02

Prowadząca tę placówkę zeznała w śledztwie: Nasza podopieczna barwnie, z wielką ekspresją przestawiła swoją gehennę. Słuchaliśmy jak opowieści z filmu. Że mąż ją bije (trzyma pod łóżkiem kij bejsbolowy), wyzywa, poniewiera. Ona się go boi, bo ma broń – dostał pozwolenie w związku z tym, że przewozi duże sumy pieniędzy.

Pani K. sugerowała, że mogą pochodzić z napaści na tiry. Najgorsze oskarżenie padło pod koniec wywiadu: mąż wykorzystywał dzieci seksualnie.

– Ta kobieta zachowywała się nietypowo – zeznała kolejna pracownica schroniska. – Dawała do zrozumienia, że jest bardzo bogata, bo mąż przepisał na nią majątek, a równocześnie prosiła o kupno za nasze pieniądze żywności, bo dzieci są głodne.

Po dwóch tygodniach opuściła schronisko rzekomo na żądanie sądu, co nie było prawdą. Wcześniej mały dojrzał ojca wystającego pod parkanem i rzucił mu się na szyję z płaczem, że chce do domu. Tak się też stało.

Ze sprawy o odebranie praw ojcowskich, Leszek K. wyszedł oczyszczony, z prawem do opieki nad dziećmi. Chodziło głównie o syna, bo Zosia, odkąd się dowiedziała od matki, że Jan nie jest jej biologicznym ojcem (dotąd utrzymywano to w tajemnicy) demonstrowała wobec niego wrogość. Tak więc Boże Narodzenie 2004 spędził tylko z synem. Ale zaraz po Nowym Roku matka z córką pojawiły się przy bramie willi. Zatelefonował więc do swej matki z pytaniem, co ma zrobić. – Jak kochasz, to wpuść – poradziła.

Dla dzieci patrzących na obejmujących się rodziców, nastał szczęśliwy czas.

Z zimną krwią

Jesienią 2005 roku Dorota K. zapisała się na zaoczne studia z turystyki. Mąż obiecał kupić jej hotel, aby mogła nim zarządzać po zrobieniu licencjatu. Panowała pełna idylla – w weekendy Daria z mężem wyjeżdżała na imprezy plenerowe harlejowców. Chodzili też na strzelnicę, on uczył ją posługiwania się bronią.

Miłość kwitnie, ciekawe jak to długo potrwa – plotkowali znajomi.

Brat Leszka zeznał w sądzie: – Na Boże Narodzenie 2006 wróciłem z rodziną do Polski. W wigilię odwiedziłem Leszka w domu – a tam nic nie przygotowane, Dorota odprawiła gosposię, a sama siedzi z puszką piwa. Mój brat speszony prosił: tylko nie mów nikomu o tym, co widziałeś.

Daria sama rozpowiadała. Przyjaciółce Monice wyznała, że jest regularnie bita, „średnio raz w tygodniu dostaję od niego po mordzie”. Monika widzi u Doroty zasinienia na nadgarstkach.

– A to skąd? – pyta.

– Chciałam go uderzyć i wtedy złapał mnie za ręce.

W styczniowy weekend 2008 roku przypadła impreza, 10-lecie klubu harlejowców. Dorota nie mogła być obecna, bo miała egzaminy semestralne. Leszek wysyła jej sms, że zabawa trwa, są zamówione striptizerki, właśnie wyciągnęły go na scenę, zdjęły koszulę; na więcej nie pozwolił.

Dorota reaguje wielkim oburzeniem (choć nie raz bawiła się na tego rodzaju imprezach), następnego dnia opuszcza dom. Kolegę ze studiów informuje, że chce popełnić samobójstwo.

Do domu wróciła następnego dnia. Jeszcze tej nocy Zosia wysyła sms do Moniki: „Sory że tak późno, ale zadzwoń do matki, zamknęła się w kiblu, poszarpali się z ojcem. Matka ma wręcz mordercze skłonności”.

Dwa dni później Dorota zamierzyła się na męża szablą, która wisiała na ścianie w jego gabinecie. W porę powstrzymała ją córka, odbierając białą broń. Dziewczynka zabrała też klucze od sejfu, w którym był schowany pistolet. Wojtek schował klucze w brzuchu pluszowego misia. Nie zorientował się, że matka to widzi.

skazana05

29 stycznia 2008 rok. Dorota od rana kłóciła się z mężem o jego udział w zlotach harlejowców. Napisała na kartce: „Jestem wykończona, od tygodnia piję na umór. Dziś są moje 33 urodziny, on zmarnował mi życie”.

Wieczorem dzieci poszły wcześniej spać, bo były przeziębione. Około godziny 21 do Leszka zatelefonował Z., kolega z pracy. Później zeznał w śledztwie: – Ledwo go słyszałem, bo w mieszkaniu ktoś głośno, ordynarnie przeklinał. Jan był speszony tą sytuacją, szybko skończył naszą rozmowę.

Trzy godziny później Dorota wyciągnęła z zabawki syna klucze do sejfu i z zabranego stamtąd pistoletu strzeliła w głowę leżącego na sofie męża.

W czasie śledztwa brat ofiary, jego wspólnik w interesach, zawiadomił prokuratora, że po śmierci Leszka z sejfu skradziono 160 tysięcy dolarów, które były własnością ich firmy.

Teatralne gesty

Oskarżona o zamordowanie męża twierdziła, że nie pamięta, co się stało owego wieczoru. Na jej dłoniach znaleziono unikatowe cząsteczki pozostałości po wystrzale, których nie było na dłoniach córki. Dorota K. wiedziała natomiast na pewno, że mąż się nad nią znęcał od lat, bił, zwłaszcza, gdy był pijany, a to się zdarzało codzienne. Ale nikt jej nie wierzył, „bo jak kobieta nie ma wybitych zębów, to nie ma o czym mówić”.

Czy była to prawda? Zofia odmówiła składania zeznań. 10-letni Wojtek przesłuchiwany w obecności psychologa powiedział: – Ja nigdy nie widziałem rodziców nietrzeźwych. Czasem w piwnicy degustowali wino. Tata nigdy nikogo nie uderzył. On był dobry i mama też była dobra, tylko coś nakłamała w sądzie brzydkiego na tatę. Gdybym mógł użyć wehikułu czasu, to bym klucz od sejfu wyrzucił.

Koleżanki Doroty z uczelni nie widziały na jej ciele śladów pobicia, choć wielokrotnie wspominała, że mąż „traktuje ją jak szmatę”. Gosposia, która przepracowała u małżeństwa K. 11 lat, miała o swym chlebodawcy jak najlepsze zdanie. Owszem, potwierdziła, że pani K. uciekała z domu, ale to dlatego, że była romansowa. Wracała, gdy skończyły się pieniądze.

Te opinie powtarzali inni znajomi oskarżonej.

Dorotę K. poddano wnikliwej obserwacji psychologicznej. Jeden biegły stwierdził, że morderstwo mogło być wynikiem przewlekłej sytuacji stresowej, w jakiej się oskarżona znalazła. Ale przed sądem nie potrafił swej tezy obronić. Kolejny psycholog wskazał, że ważnym przy ocenie zdarzenia była pozycja ofiary w momencie oddania strzału. Leszek K. leżał na kanapie twarzą w kierunku telewizora, pod głową miał zrolowany koc. Nie dawał więc żonie powodów do silnego wzburzenia. Działała z zimną krwią.

Dorota K. ma osobowość histrioniczną. Taka osoba jest skłonna do teatralnych przedstawień; cierpi, gdy nie zwraca się na nią uwagi, wtedy czuje się uwikłana w jakieś męczące sytuacje. Aby przezwyciężyć uczucie pustki „nakręca się” – uznał biegły profesor psychologii.

Dodał też, że dla osób psychopatycznych charakterystyczny jest urok osobisty, robienie dobrego wrażenia. I bezwzględne, na zimno, dążenie do celu. W przypadku Doroty K. było to kreowanie siebie, jako ofiary przemocy. Nieważne, że czyimś kosztem. Ta kobieta narażała swoje dzieci na głęboki stres, składając niczym nieuzasadniony wniosek do prokuratury o pedofilii męża, wywożąc syna do szpitala psychiatrycznego, bo rzekomo z powodu ojca ma myśli samobójcze. Również nagłe wizyty nocne u przyjaciółki, potem znikanie bez uprzedzenia, świadczą, że nie liczyła się z odczuciami innych.

Biegli rozważali także wystąpienie u oskarżonej tzw. afektu patologicznego. Jest to stan ostrej psychozy, w którym dochodzi do prawie całkowitego zerwania kontaktu z realnym światem i następnie wyładowania emocji. Ale uznali, że to nie ten przypadek. Dorota K. planowała morderstwo, jej list pożegnalny to teatr.

Nie zabiła też w stanie silnego wzburzenia ograniczającego kontrolną – w stosunku do uczuć – rolę rozumu. W trzeciej fazie takiego stanu następuje uczucie wyczerpania, nawet sen. Po obudzeniu się, pamięć wydarzenia jest zniesiona. Dorota K. po zastrzeleniu męża ani na chwilę nie straciła kontaktu z rzeczywistością.

Zapadł prawomocny wyrok – 25 lat więzienia. W połowie 2012 roku Sąd Najwyższy oddalił kasację obrońcy, jako oczywiście bezzasadną.

Kat gra ofiarę

Sprawa Doroty K. zainteresowała jedną z fundacji, zajmujących się ofiarami przemocy domowej. Jej szef zapowiedział w telewizji, że występują do SN o wznowienie procesu, bowiem nie przysłuchano dwóch ważnych świadków, którzy ujawnili się na jednej z rozpraw.

skazana04

Pomysł ten przypominał scenariusz programu sędzi Anny Marii Wesołowskiej, gdzie często wejście na salę sądową kogoś z ulicy całkowicie zmienia bieg wydarzeń. Mimo to, na deus ex machina dali się nabrać dziennikarze z porannego programu TVN, przekonani, że skazana jest ofiarą przemocy domowej.

Dorota K. miała swój wielki dzień – wystąpiła w telewizji, odpowiadając na pytania reporterki, żarliwej obrończyni ciemiężonych kobiet. Kompletna nieznajomość akt sądowych przez przeprowadzającą wywiad, stworzyła skazanej pole do popisu.

Oto fragment tej rozmowy:

– Jak długo trwała pani gehenna? Mam na myśli znęcanie się męża…

– Latami. On to robił w sposób przemyślany, tak, aby nie było śladów. Pod łóżkiem leżał kij bejsbolowy. Gdy zaczął bić, to bił aż nie skończył.

– Mąż często pił w domu?

– Prawie codziennie.

– Czy jako matka czuła się pani zakładnikiem takiej sytuacji?

– Musiałam chronić dzieci.

– Składała pani zawiadomienie o przestępstwie?

– Tak, ale wycofywałam, bo obiecywał poprawę.

– Czy zmuszał panią do posłuszeństwa? Musiała pani robić to, co chciał na oczach dzieci? Przystawiał pani broń do głowy?

– Tak.

– A jak pani o tym mówi, to ma pani wewnętrzną blokadę?

– Tak.

– Czy zdradzał panią?

– Tak.

– Czuła się pani poniżona jako kobieta?

– Oczywiście. Ja jestem ofiarą przemocy domowej, dokumenty o tym świadczą. O ile dopuściłam się czynu, to w afekcie. Powinnam mieć terapię, a za afekt jest wyrok o wiele mniejszy. Ale sędziowie byli do mnie wrogo nastawieni.

SN odrzucił wniosek fundacji o wznowienie procesu jako niedorzeczny.

Teraz Fundacja realizuje swój plan numer dwa: zbiera w Internecie podpisy o ułaskawienie Doroty K. Apelowi towarzyszy zamieszczony na stronie internetowej fundacji artykuł zatytułowany: „Prawdziwa historia Doroty K. katowanej przez męża”.

Imiona dzieci i niektórych świadków zostały zmienione.

Helena Kowalik

Bydgoszczanka, skazana na 25 lat więzienia za zabójstwo męża, wyszła na przepustkę i przepadła. Prawdopodobnie wyjechała z Polski i zmieniła tożsamość. Miała na to pieniądze, bo dzieci, na rzecz których zrzekła się praw do spadku,odziedziczyły po ojcu atrakcyjne nieruchomości i trzy z nich (dom, kamienicę i biurowiec) niedawno sprzedały. Syna, na opiekę nad którym Kaźmierska otrzymała przepustkę z wiezienia, ze sobą nie zabrała.

13.03.2018 r. Sąd Okręgowy w Bydgoszczy wydał list gończy za poszukiwaną z informacją, że została wyznaczona nagroda w kwocie 10.000 złotych za przyczynienie się do zatrzymania Doroty Kaźmierskiej.

Sąd wyznaczył także nagrodę w wysokości 10.000 złotych za informacje, które pozwolą na zatrzymanie poszukiwanej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

W sidłach toksycznej miłości | NewsBook

W sidłach toksycznej miłości | NewsBook

Policja

20-latka została porwana, więziona i gwałcona. Miała zostać sprzedana do domu publicznego